ten sam nocny rytuał.
sprawdzam, czy wszyscy już śpią, z podekscytowania drżą mi dłonie. stopy ślizgają się po dywanie kiedy przymykam ostatnie drzwi. podłoga zdradziecko popiskuje przy każdym kroku, tak jakby chciała mnie wydać.
otwieram dobrze znaną mi szufladę.
zapalam papierosa.
siedzę na oknie, patrzę na spokojne, uśpione już miasto. od lat te same budynki, te same miejsca, ten sam widok z okna. jestem spokojniejsza.
rozmyślam, marzę, planuję...
chcę pisać.
jestem lekkim żartem, figlem, bzdurą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz