
samotni ludzie w swoich małych mieszkankach snują swoje marzenia o bliskości. miasto ciche, spokojne, letnie, pachnie trawą. cieplutki wiatr tuli ciało. nieznanej tożsamości dusze kręcą się jeszcze po ulicach. każdy kogoś szuka, bo człowiek nie jest przecież samotną wyspą. w oddali migoczą latarnie. zamek dostojnie podświetlony majaczy się w okolicach centrum. w tle mruga komin elektrowni. wszystko statyczne, niezmienne, od lat w tym samym miejscu. i ja tak myślę, że tyle rzeczy było mi dane tu przeżyć i doświadczyć, że mimo wszystko, kapryśnej pogody, zgryźliwych ludzi, zatłoczonych autobusów, prowincjonalnej mentalności - kocham to miasto. ale miasto to nie tylko gromadka budynków, wytyczone ulice, latarnie i kostka brukowa. to ludzie których codziennie mijamy na ulicy, to nauczyciele, fryzjerzy, śmieciarze, sprzedawcy, prawnicy, kucharze, urzędnicy, lekarze. to pisk opon, to parasole w koszach, to pikwniki na bulwarach, to wystawy, koncerty, kluby, teatry. to społeczność. to ludzie, którzy nie chcą być samotni.
Z puzzli, domów, samochodów i wind
Mieszkańców, mętów, przekrętów
Psów, sklepów, dyskotek i kin
Szpitali, cmentarzy i gliniarzy
Bazarów, browarów i kiosków
Hipermarketów, gadżetów
Pseudofacetów i superkobitek
Moje miasto przestrzeni rozbitek
też kocham to miasto. chociaż czasami mam ochotę wydrzeć te zapuszczone rzepy, i myknąć gdzieś na drugi koniec świata. nasze miasto jest mi czasem kulą u nogi, ale dość przyjemną kulą u nogi. to miasto - uczy mnie życia.
OdpowiedzUsuń